Dlaczego sterczę pod Sejmem?

15492590_1300890366618950_3542658812250631813_n

Niektórzy pytają mnie, czemu sterczę pod Sejmem i protestuję. Odpowiem.

Rok temu po wyborach byłem smutny, bo PiS i całą radykalną prawicę uważam za groźną. Nie przyszło mi jednak do głowy negować wyniku demokratycznych wyborów i przybranie przez opozycję pozaparlamentarną nazwy „KOD” uważałem za nadużycie względem historii. To się zmieniło.

Nie neguję wyniku wyborów. Nie akceptuję metod sprawowania władzy i wykraczania poza mandat. Nie akceptuję faktu, że Jarosław Kaczyński rządzi krajem bez oficjalnego stanowiska i odpowiedzialności za swoje czyny. Że znaczenie terminu „arogancja władzy”, tak gęsto wykorzystywanego w kampanii wyborczej, zostało wyniesione na poziom galaktyczny. Nie było tak aroganckiej władzy od czasu PRL – i żadne ośmiorniczki Sikorskiego nawet nie umywają się do tego, co słyszę codziennie. Codziennie!

Nie akceptuję zakazywania mi handlu w niedzielę. Nie akceptuję ograniczania dostępu dziennikarzy do posłów, bo poseł jest pracownikiem kontraktowym narodu i przed nim odpowiada. Nie akceptuję usuwania flagi Unii Europejskiej z Kancelarii Premiera. Nie akceptuję faktu, że krajem rządzi człowiek wykluczony cyfrowo, który nie ma rodziny, komputera, konta w banku, prawa jazdy, nie zna języków obcych i prowadzi tryb życia obcy dziewięćdziesięciu procentom obywateli.

Nie akceptuję tolerowania naziolstwa, dyskryminacji mniejszości i wrogiej względem cudzoziemców narracji publicznej. Nie akceptuję cofania reformy edukacji i histerii wobec sześciolatków w szkołach. Nie akceptuję szmacenia urzędu Prezydenta RP. Nie akceptuję nocnych głosowań. Nie akceptuję zajmowania się wyimaginowanymi ubekami i komunistami w 2016 roku. Mało?

To jeszcze nie akceptuję demolki Trybunału Konstytucyjnego, podporządkowania prokuratury i sądownictwa Ministrowi Sprawiedliwości, notorycznego łamania Konstytucji przez Prezydenta i Premier, łamania regulaminu Sejmu, niewpuszczania opozycji na absurdalne głosowanie nad budżetem w Sali Kolumnowej, nazywania faktycznego centrum „lewactwem”, kultu jednostki prezesa, mieszania religii z prawodawstwem oraz forsowania projektów czysto ideologicznych, jak całkowity zakaz aborcji. Wreszcie – radykalnie nie akceptuję dewastacji przyrody przed Szyszkę, którego szczególnie nienawidzę.

Mógłbym kontynuować, ale nie mam siły. A nawet nie doszedłem jeszcze do Macierewicza, Błaszczaka, Kuchcińskiego i posłanki pragnącej deportować ateistów, od której słów do dziś nikt się nie odciął!

Stoję i marznę, bo jestem wkurwiony. Po ludzku, nie politycznie. A jeśli komuś udało się zradykalizować nawet mnie – winszuję kreatywności.

Gazeta Wyborcza, grudzień 2016