Recenzja filmu „Prometheus”, reżyseria: Ridley Scott

MV5BMTY3NzIyNTA2NV5BMl5BanBnXkFtZTcwNzE2NjI4Nw@@._V1_SY1000_CR0,0,674,1000_AL_

Czterdzieści lat temu wcelował Ridley Scott swój harpun bezpośrednio w pień mózgowy natury ludzkiej. Niestety, ten sam człowiek, przekroczywszy siedemdziesiątkę, postanowił wyjąć z szafy mundur oficerski i przerobić go na wydzierankę. „Prometheus” to pierwszy z cyklu szeroko oczekiwanych, aczkolwiek boleśnie zbędnych prequeli do „Alien”, za pomocą których reżyser dokonuje systematycznego rozbioru swojego epokowego dzieła z 1979 roku. Trudno podejrzewać zasłużonego reżysera o cynizm; stawiam raczej na postępującą demencję twórczą. „Alien” był potężny, bo był „Alienem” – obcym właśnie, przybyłym nie wiadomo skąd i będącym nie wiadomo czym. Xenomorph symbolizował nieznane oraz stanowił szekspirowskie ostrzeżenie: są rzeczy na niebie i na ziemi, o których się filozofom nie śniło. Jeśli wylądujesz na obcej planecie na rogatkach wszechświata, może się zdarzyć, że zainfekuje cię kosmiczny pasożyt, urodzisz potwora i umrzesz w męczarniach. Może, ale nie musi. Po prostu: miej to na uwadze.

Dlatego jest właśnie „Alien” filmem bezbłędnym i mistrzowsko jungowskim, który dzięki swej prostocie przerażał, przeraża i przerażać będzie. Absurdy „Prometheus” można natomiast wyliczać godzinami: od idiotycznego motywu całej wyprawy, poprzez kolejne, podejmowane przez elitarną rzekomo załogę, kretyńskie decyzje, aż po słynną ucieczkę Theron w linii prostej przed przewracającym się statkiem kosmicznym i wymuszoną klamrę finałową, rozpaczliwie nawołującą oryginał słowami Rapace: „My name is Elizabeth Shaw and I’m still searching.” Nie to jest jednak, o zgrozo, w „Prometheus” najgorsze. Najbardziej brzemiennym i niewybaczalnym równocześnie grzechem Scotta jest bowiem starczy upór w przemalowywaniu franczajsu „Alien” w coś mu kompletnie przeciwnego: nadętą i przeintelektualizowaną opowieść o początkach ludzkości oraz chaotyczne poszukiwanie odpowiedzi na pytania, które nigdy nie padły: skąd jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Czym jest wiara? „Prometheus” to akt bezwstydny i godny pożałowania, zmuszający widza do udawania, że, podobnie jak „Alien: Resurrection”, choć z zupełnie innych przyczyn, nigdy nie zaistniał.

Ocena: 1/4

Recenzje błyskawiczne, czerwiec 2017