Tęczą po mapie: Mołdawia. Niepoprawni obywatele zapomnianego kraju

Przewodnikami Queer.pl po mołdawskiej codzienności są performer Artiom Zawadowski, aktywistka Anastasia Danilova i prawnik Jewgienij Aleksandrowicz Goloszczeapow

Kiszyniów, plac targowy. (Autor: Stefan Wisselink, za: Flickr.com)

Bieda, masowa emigracja i polityczna jazda furmanką po wybojach. Wybicie się w 1991 roku na niepodległość od upadającego ZSRR natychmiastowo strąciło Mołdawię w otchłań wojny domowej, na skutek której utraciła ona Naddniestrze, a ponad tysiąc osób po obu stronach konfliktu – życie. Zawarcie rozejmu i zakończenie rozlewu krwi nie okazało się jednak początkiem złotego wieku wolności i dostatku.

Dwu i półmilionowa Mołdawia to dziś jeden z najrzadziej odwiedzanych krajów Europy, cyklicznie rozszarpywany na strzępy przez populizm, wyludnienie i korupcję. Średnia wypłata pracownika mołdawskiego wynosi trzysta czterdzieści jeden dolarów amerykańskich miesięczniei jest niższa od wypłaty pracownika kenijskiego, albańskiego czy kosowskiego – przy kosztach życia przewyższających ukraiński i białoruski. Pod względem edukacji Mołdawia jest klasyfikowana na sto czternastym miejscu w świecie, za Gabonem, Botswaną i Palestyną, zaś pod względem nauki – na sto dwudziestym trzecim, za Kambodżą, Mauritiusem i Rwandą.

Winnica w miejscowości Cricova. (Autor: David Stanley, za: Flickr.com)

Środowisko naturalne również nie jest w najlepszym stanie. Lasy Mołdawii zostały wyrżnięte pod winnice, a gleby i podziemne źródła zatrute horrendalną ilością pestycydów, których wykorzystanie jeszcze w latach dziewięćdziesiątych przebijało pozostałe republiki byłego związku sowieckiego dwudziestokrotnie.

Z PAPIEREM PO MIEŚCIE

Siedziba mołdawskiego parlamentu. (Autor: Chris Price, za: Flickr.com)

Podobnie jak w innych republikach postsowieckich, penalizujący homoseksualizm przepis kodeksu karnego został w Mołdawii w 1995 roku uchylony. Śluby jednopłciowe komplikuje nie tyle mołdawska konstytucja, obwarowująca akt małżeński dobrowolną zgodą kobiety i mężczyzny, ale znacznie bardziej restrykcyjny kodeks rodzinny. Nie jest obecnie rozpatrywany żaden projekt w sprawie związków partnerskich, mimo iż dyskusja na ich temat pojawiła się już w przestrzeni publicznej.

Przepisy zezwalają na prawną korektę płci, jednak w praktyce droga do osiągnięcia tego celu jest wyboista. „Mamy przepis, który mówi tylko tyle, że taka zmiana jest możliwa po uzyskaniu zaświadczenia psychiatry; brakuje jednak opisu procedury. Idziesz więc do Ministerstwa Zdrowia, które wyznacza ci psychiatrę. Ten psychiatra obserwuje cię przez rok lub dwa – jak żyjesz, jak przyjmujesz hormony. Finalnie wydaje papier i przybija pieczątkę”, opowiada Artiom Zawadowski, artysta i performer.

„W kadrze”, niezależny film dokumentalny o mołdawskiej codzienności osoby transpłciowej. Autorzy: Ion Gnatiuc, Artiom Zawadowski.

„To nie koniec. Z tym papierem idziesz do Biura Ewidencji Ludności, a oni oddalają prośbę, ponieważ prawo nie opisuje takiej procedury. Mają rację: nie opisuje. Teraz, z odmową Biura Ewidencji Ludności idziesz do sądu, aby zaskarżyć ich decyzję. Parę lat temu GENDERDOC [jedyna mołdawska organizacja pozarządowa zajmująca się problemami społeczności LGBT – przyp. red.] dogadał się z Ewidencją, że w przypadku wytoczenia takiej sprawy Biuro oświadcza, że zgadza się z oskarżeniem i nie zamierza się bronić. Bierzesz wtedy papier z sądu i wracasz do Ewidencji Ludności. Tak przynajmniej działało to do ostatniej reformy sektora usług publicznych, która wszystko poplątała i teraz już nic nie działa”.

WARUNKI BRZEGOWE

Artiom Zawadowski. (Autor: Artiom Zawadowski)

W 2012 roku miał miejsce przełom: parlament przegłosował legislację, na mocy której każdy obywatel jest w miejscu zatrudnienia prawnie chroniony przed dyskryminacją na płaszczyźnie orientacji seksualnej. „To było związane z presją Unii Europejskiej. Mołdawia negocjowała traktaty handlowe oraz o ruchu bezwizowym i przepisy antydyskryminacyjne były warunkami brzegowymi. Oczywiście początkowo miały być one znacznie szersze, ale nasi politycy robili co mogli, aby je maksymalnie ograniczyć”, tłumaczy Zawadowski.

Nie był to koniec zmian. Na mocy wprowadzonych zmian utworzona została ponadto Rada ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji i Zapewniania Równości, znana w skrócie jako Rada Równości. Jest to kontrolowane przez ONZ ciało autonomiczne o uprawieniach przewyższających polskie Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich; w przeciwieństwie do niego, postanowienia Rady są bowiem wiążącymi wyrokami. „Możesz do nich dzwonić, ale prawdopodobnie będą gadać jak typowa instytucja publiczna”, ostrzega Zawadowski. „Ludzie, którzy tam pracują, są OK, ale nie mają żadnych realnych uprawnień”.

WSKAŹNIK NIENAWIŚCI

Jewgienij Aleksandrowicz Goloszceapow, członek Rady Równości. (Autor: Evghenii Alexandrovici Goloșceapov, za: Facebook.com)

Wykręcam numer Rady Równości, nie spodziewając się, mówiąc wprost, niczego poza typowym wschodnioeuropejskim dziadostwem. Jewgienij Aleksandrowicz Goloszceapow [Evghenii Alexandrovici Goloșceapov, pisownia oryginalna dodana na życzenie rozmówcy – przyp. red.], prawnik i członek Rady, momentalnie uświadamia mi, jak bardzo się mylę. „Od dwudziestu lat specjalizuję się w prawach człowieka. Jestem absolwentem University of Essex, byłym dyrektorem Amnesty International. Pracowałem również dla ONZ”, wylicza Goloszceapow. Recytacja skróconej wersji jego zawodowej biografii zajmuje trzy minuty.

Rada Równości składa się z pięciu członków, wybieranych na drodze publicznego konkursu na pięcioletnie kadencje. Tylko prezes Rady ma jednak status urzędnika publicznego i pracuje na pełen etat. „Pracujemy z szeroko rozumianymi mniejszościami: imigrantami, niepełnosprawnymi, nosicielami wirusa HIV – słowem, nie tylko z LGBT”, wyjaśnia Goloszceapow.

Fragment raportu Rady Równości z 2018 roku. (Autor: Consiliul pentru prevenirea și eliminarea discriminării și asigurarea egalității, za: Egalite.md)

„Opracowaliśmy współczynnik SDI [Social Distance Index – przyp. red.], za pomocą którego odmierzamy stopień niechęci ogółu społeczeństwa do badanych mniejszości. W pierwszym badaniu z 2015 roku osoby LGBT otrzymały wynik pomiędzy pięć a sześć w skali, w której piątka to dopuszczenie krótkotrwałego pobytu na terenie kraju – chociażby w formie turystyki – zaś szóstka to wygnanie z Mołdawii. Była to wówczas najgorzej postrzegana z badanych mniejszości”.

Wspomniane przez Goloszceapowa raporty to istotnie kopalnia wiedzy. Przykładowo, w 2018 roku ponad trzy czwarte badanych rodziców nie zezwoliłoby swojemu dziecku na uczęszczanie do klasy, w której uczą się uczniowie inni niż heteroseksualni. Rada Równości waży i mierzy mołdawskie mniejszości na wszystkie możliwe sposoby, badając je nie tylko na tle ogółu społeczeństwa, ale również ich wzajemne oddziaływanie. Z tego samego raportu można więc również dowiedzieć się, że najbardziej tolerancyjną wobec LGBT mołdawską mniejszością są ateiści i agnostycy; Romowie tymczasem, sami nie będący faworytami mołdawskiego mainstreamu, najchętniej w ogóle pozbyliby się osób nieheteronormatywnych z kraju.

CZEKAJĄC NA BATMANA

Mołdawska policja ochrania rządową paradę z okazji święta niepodległości byłego ZSRR. (Autor: Radio Free Europe/Radio Liberty, za: YouTube.com)

Podstawowym problemem Rady Równości – poza ograniczeniem jej kompetencji przez parlament – jest fakt, że może ona wszcząć postępowanie antydyskryminacyjne dopiero po wpłynięciu oficjalnej skargi, co może wiązać się z ujawnieniem danych osobowych poszkodowanego w sądzie. „Nie jesteśmy telepatami, nie mamy supermocy. Musimy dostać zgłoszenie”, tłumaczy Goloszceapow. „Osoby LGBT rzadko szukają jednak naszej pomocy. Wiemy, że jest to efektem strachu i braku zaufania wobec instytucji publicznych. Staramy się na różne sposoby przekonać tę społeczność do siebie, ale rozumiemy, że to musi potrwać. Na szczęście, GENDERDOC ma bardzo, bardzo dobrą prawniczkę, więc nie jesteśmy jedynym ratunkiem”.

Bardzo, bardzo dobra prawniczka nazywa się Doina Ioana Straisteanu i jest byłą członkinią Rady Równości. W 2019 roku nieznani sprawcy spalili jej samochód. Policja nigdy nie odnalazła winnych. „To nie wszystko. Potem została napadnięta przez własnego sąsiada”, opowiada Anastasia Danilova, dyrektorka GENDERDOC. „To było w czasie parady równości. Wariat rzucił się na nią, wygrażał. Doinę nie jest jednak łatwo przestraszyć, więc nagrała go i założyła sprawę karną. Przegrała”. „Przegrała?”, dopytuję. „Tak, ponieważ nagrała go bez jego zgody. Dane osobowe”.

Anastasia Danilova (pośrodku). (Autor: Radio Europa Liberă Moldova, za: YouTube.com)

Trudno nie odnieść wrażenia, że Rada Równości, jakkolwiek złożona z bardzo wysokiej jakości profesjonalistów, jest w świecie czekającym na Batmana odpowiednikiem zaledwie Komisarza Gordona.

NIE JESTEM PREZYDENTEM GEJÓW

Igor Dodon. (Autor: Parlamentul Republicii Moldova, za: Flickr.com)

Igor Dodon, prorosyjski socjalista – „Jestem promołdawski”, zwykł mawiać w wywiadach dla zachodnich mediów, „Wierzę w Europę od Lizbony do Władywostoku” – rozpoczął w 2016 roku kadencję prezydencką od jednoznacznie brzmiącej deklaracji: „Nie jestem prezydentem gejów. Jeśli chcą, mogą sobie wybrać swojego prezydenta. Ja nim nie będę”. „To było szokujące”, wspomina Danilova. „Przecież on oświadczył wprost, że nie jesteśmy obywatelami tego kraju i że władza nie zamierza o nas dbać”.

W miarę upływu kadencji Dodon nie tylko nie łagodził swojego stanowiska, ale wręcz je zaostrzał. Po brutalnych atakach na uczestników marszów równości składał bojówkarzom oficjalne gratulacje. W 2018 zorganizował w Kiszyniowie dwunastą edycję Światowego Kongresu Rodzin, wędrownego święta fundamentalistów obyczajowych. Nazwa powinna brzmieć znajomo: czwarta edycja odbyła się bowiem w 2007 roku w Warszawie. „Pod tym nieszkodliwym hasłem kryją się hektolitry, tony jadu. Oni nienawidzą LGBT, Sorosa, imigrantów, ateistów – w zasadzie wszystkich. Coś potwornego”, wspomina Danilova.

SZARA ZIELEŃ

Maia Sandu przemawia podczas ceremonii inauguracyjnej. (Autor: Jurnal TV, za: YouTube.com)

Od grudnia 2020 roku Mołdawia ma nową prezydentkę. Jest nią Maia Sandu, proeuropejska liberałka, największa nadzieja części narodu wypatrującej przyszłości na zachód od Dniestru. „Ona wcale nie jest progresywna”, krzywi się jednak Zawadowski. „Nikt z nich nie jest. To przebierańcy. Nie ma w Mołdawii ani jednej otwartej, równościowej partii”. „Nawet Zieloni?”, pytam. Zawadowski parska śmiechem. „W swoim własnym gronie, może. W Mołdawii nawet zieleń jest szara”.

„Ja mam dużo nadziei wobec Sandu”, twierdzi Danilova. „Umówmy się: w naszej sytuacji nawet neutralne formułki i odejście od otwartej homofobii oraz transfobii to akt odwagi”. „To wszystko fasada”, twierdzi jednak Zawadowski. „Ona nigdy nie poszła na marsz, nigdy nie przedstawiła – i nie przedstawi – ustawy o przeciwdziałaniu zbrodniom nienawiści. Kiedy prorządowe media wylewały na nią pomyje za to, że nie ma męża i jest lesbijką, nawet nie próbowała bronić LGBT. Nie kupuję jej.”

PIĘKNE LATA DZIEWIĘĆDZIESIĄTE

Kiszyniów, lata dziewięćdziesiąte. (Autor: Moldova. Zi de Zi)

„Nie zawsze było tutaj tyle nienawiści”, mówi Zawadowski. „Jasne, za czasów sowieckich był ten kodeks karny i teoretycznie homoseksualizm był nielegalny. GENDERDOC prowadzi grupę wsparcia dla starszych osób i kiedy ich posłuchasz, to zauważysz, że oni wspominają czasy swojej młodości z nostalgią. Nikt na nich nie polował, nie bił. Może nie mogłeś mieć męża, ale po prostu dało się żyć”.

„Potem przyszła niepodległość, lata dziewięćdziesiąte i zaczęło się piekło. Mnóstwo przemocy, szantaże policyjne, wyłudzenia pieniędzy, zabójstwa. Co najmniej piętnaście osób po prostu zamordowano. Dwutysięczne też nie były jakoś wybitnie lepsze. W porównaniu z tym, co się działo wtedy – dziś jest rewelacyjnie”.

Popularny youtuber Benjamin Rich i jego mołdawskie przygody. (Autor: bald and bankrupt, za: YouTube.com)

„Ludzie tak naprawdę tacy nie są, tylko tak nawykli”, broni obywateli Danilova. „Jeśli obierzesz społeczeństwo z tych wszystkich szkodliwych, nadętych haseł: tradycja, wiara, Mołdawia, to się okazuje, że jest ono znacznie bardziej otwarte. Jeśli człowiek słyszy codziennie od polityków i duchownych, że jesteśmy nienormalni, to zaczyna nas tak traktować. To konformizm, ale nie tylko: to szukanie świętego spokoju. Ludzie w Mołdawii bardzo cierpią ekonomicznie, życie tutaj to walka o przetrwanie, o pieniądze na rachunki, na jedzenie. Nic dziwnego, że nie mają ani siły, ani czasu na empatię”.

POLSKA ŚLADAMI MOŁDAWII

Bielce zimą. (Autor: Photobank MD, za: Flickr.com)

W lutym 2012 roku kontrolowane przez partię komunistyczną samorządy – a było ich sporo; poprzednie wybory samorządowe PCRM bowiem wygrała – zaczęły ogłaszać się strefami wolnymi od propagandy gejowskiej. „To były deklaracje symboliczne, nie szły za nimi żadne kary ani realne sankcje, ponieważ w Mołdawii samorządy nie mają takich uprawnień. To nie był nawet ich autorski pomysł: rosyjski Nowosybirsk był pierwszym takim miastem. Mołdawscy komuniści po prostu skopiowali ten koncept i zaczęli go wdrażać w rządzonych przez siebie regionach”, wspomina Zawadowski. „Pierwszą taką miejscowością były Bielce – moje miasto rodzinne. To był oczywiście czysty oportunizm: chodziło o podlizanie się rosyjskiej cerkwi prawosławnej i zdobycie kilku głosów”.

STAŁE ŁĄCZE Z BOGIEM

Wierni zgromadzeni w katedrze w miejscowości Comrat. (Autor: Guttorm Flatabø, za: Flickr.com)

Mimo obowiązującego formalnie rozdziału kościoła od państwa, cerkiew prawosławna wydatnie wpływa na bieżącą politykę kraju. „To jest cichy sojusz duchownych i polityków: pierwsi mają posłuch, a drudzy go wykorzystują. W ten sposób politycy dostarczają społeczeństwu swoje treści poprzez wiarygodnego pośrednika, bo doskonale zdają sobie sprawę, że nikt im nie ufa. Wiesz, stałe łącze z Bogiem, te rzeczy”, mówi Danilova.

„W Mołdawii są dwie cerkwie prawosławne: rosyjska i rumuńska. Zasadniczo walczą ze sobą o rynek, ale jest od tej reguły jedno odstępstwo: LGBT, wspólny wróg. Wtedy nagle potrafią się zjednoczyć i nawet zorganizować wspólny protest”. „Do 2018 roku byliśmy ich ulubionym tematem”, zgadza się Zawadowski. „Cerkiew rumuńska jest w Mołdawii mniej homofobiczna niż rosyjska, ale spokojnie – nadrabiają u siebie, w Rumunii. Mamy jeszcze kościół protestancki, który do momentu wprowadzenia przepisów antydyskryminacyjnych też był homofobiczny, potem trochę się schował”.

TĘCZOWE ZAKONY

Okolice monasteru Saharna, popularnego celu pielgrzymek. (Autor: Kamen Tabakov, za: Flickr.com)

GENDERDOC przyznaje przy okazji marszów równości osobom publicznym okolicznościowe nagrody za szerzenie tolerancji. Niedawna próba wyróżnienia prawosławnego duchownego zakończyła się jednak fatalnie. „To był otwarty człowiek, ksiądz. Dużo mówił o równości w oczach Boga, pomagał osobom LGBT w samoakceptacji. Ku wielkiemu rozczarowaniu, nie tylko odmówił przyjęcia nagrody, ale zorganizował konferencję prasową i wygłosił potworne, homofobiczne oświadczenie”, wspomina Danilova. „Ja go częściowo rozumiem. On jest własnością cerkwi, jego dom, życie, rodzina. Bez niej ten człowiek nie istnieje. Byłam jednak wściekła i rozżalona, jak cała społeczność”.

Dla wierzących osób nieheteronormatywnych wylewająca się z cerkwi nienawiść to często przyczyna ogromnych cierpień. „Ludzie usiłują pogodzić członkostwo we wspólnocie religijnej z byciem sobą. Niektórym to się udaje. Znam na przykład wierzącego i praktykującego aktywistę. Inni starają się wyprzeć złą część swojej osobowości; często idą wtedy do zakonu. Zakony w Mołdawii są pełne osób LGBT. Niezależnie od rezultatu, za każdym razem jest to bardzo bolesna walka”, tłumaczy Danilova.

MARSZ, MARSZ KACZYŃSKI

Marsz równości w Kiszyniowie, rok 2019. (Autor: Radio Europa Liberă Moldova, za: YouTube.com)

Zorganizowanie w stołecznym Kiszyniowie marszu równości przez długi czas było niemożliwe. W pierwszej dekadzie XXI wieku odbywały się wyłącznie sporadyczne okolicznościowe demonstracje. O przejściu ulicami miasta nikt na tym etapie nawet nie marzył.

W 2008 roku rząd zdecydował się na liberalizację przepisów regulujących zgromadzenia publiczne: w przypadku liczby uczestników nie przekraczającej pięćdziesięciu osób, mogły one odbywać się spontanicznie i bez formalnego zgłoszenia. „Postanowiliśmy to prawo przetestować”, wspomina Zawadowski. „Następnego dnia w centrum miasta zaparkował nasz autobus z dokładnie czterdziestoma dziewięcioma osobami w środku”.

Marsz równości w Kiszyniowie, rok 2019. (Autor: Antonia Tomuș, za: YouTube.com)

Szybko okazało się, że kodeks to jedno, a ulica – drugie. „Otoczył nas tłum fanatyków religijnych. Było ich ponad trzystu. Nie pozwalali nikomu wysiąść, krzyczeli, trzęśli autobusem, atakowali nas. Prosiliśmy policję o pomoc. Stali bezczynnie sto metrów dalej i patrzyli”, mówi Zawadowski. „Ten tłum nie znalazł się tam tak spontanicznie, jak mogłoby się wydawać. Cała akcja była koordynowana przez prezydenta, służby specjalne i burmistrza, który dzień wcześniej bezprawnie zakazał nam demonstracji. Aparat państwa nie mógł nas zablokować legalnie, więc zrobił to nielegalnie”.

Co znamienne, w tej niewesołej historii pojawia się wątek polski. W 2005 roku Lech Kaczyński, ówczesny prezydent Warszawy, zablokował stołeczną paradę równości. Organizatorzy zdecydowali się na wytoczenie Polsce sprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka, który orzekł, że prawo do swobodnego gromadzenia się zostało przez władzę złamane. Polski precedens został wykorzystany przez aktywistów GENDERDOC: powtórzyli oni manewr i pozwali Mołdawię na tej samej podstawie prawnej. Wygrali – w 2012 roku.

DO PIĘCIU RAZY SZTUKA

Marsz równości w Kiszyniowie, rok 2019. (Autor: Radio Europa Liberă Moldova, za: YouTube.com)

W 2013 roku w Kiszyniowie ruszył pierwszy oficjalny marsz równości. Ruszył, ale nie doszedł – uczestnicy zostali bowiem zaatakowani przez prawicowych fanatyków. Marsz został rozwiązany. Nie była to odosobniona sytuacja: identyczny los spotkał bowiem marsze w latach 2014, 2015, 2016 i 2017. Jedynym obowiązującym na mołdawskich ulicach prawem było prawo pięści. Udało się dopiero za piątym podejściem – w 2018 roku. „To był wielki dzień”, wspomina Danilova.

NA DOBREJ DRODZE

Młode kiszyniowianki. (Autor: Conor Clyne – Tsar Experience, za: YouTube.com)

Zarówno finezyjne tabelki Rady Równości, jak i raporty GENDERDOC mówią to samo: tolerancja postępuje. Dzieje się to jednak bardzo, bardzo wolno. „Jesteśmy wyczerpani, to jasne”, przyznaje Danilova. „Wtedy jednak ktoś dzwoni i mówi, że to, co zrobiliśmy, uratowało mu życie. Takie sytuacje dodają energii i pozwalają na nowo zobaczyć sens w tym tłuczeniu głową o ścianę”.

„Jeden z naszych pracowników jest osobą niebinarną. Używa męskich zaimków i nosi makijaż. Kiedy przyszedł do nas po raz pierwszy, byłam przerażona, pytałam, czy się nie boi. On mówi że jasne, obrażają go, ale ani razu nie czuł się zagrożony fizycznie. Pomyślałam sobie wtedy, że jesteśmy na dobrej drodze: w takim, powiedzmy, dwutysięcznym roku zostałby pobity pięć minut po wyjściu z domu”.

Kiszyniowscy policjanci podczas protestów antyrządowych, rok 2018. (Autor: Radio Free Europe/Radio Liberty, za: YouTube.com)

Zmienia się również podejście policjantów, choć nie tak szybko, jak w sąsiedniej Ukrainie. „Ukraińcy przeprowadzili niedawno gruntowną reformę służb mundurowych, była zmiana kadr. U nas czegoś takiego nie było, dlatego to wszystko trwa dłużej. Nawet raporty GENDERDOC mówią wyraźnie, że współczynnik udanych interakcji z policją stale rośnie”, twierdzi Goloszceapow. „Im jest łatwiej pracować, kiedy obywatel nie zna swoich praw, dlatego rozdajemy ludziom specjalne poradniki obywatelskie: jak się zachowywać na komisariacie, co wolno, czego nie wolno. Czasem kiedy dostajemy informację o zatrzymaniu, nasza prawniczka wykonuje jeden telefon, przedstawia się i nagle osoba zostaje wypuszczona. Coraz trudniej jest być homofobem w mundurze”, mówi Danilova.

CZYM SIĘ ŻYWI NADZIEJA?

Materiały promocyjne trzeciej edycji festiwalu filmowego Queer Voices. (Autor: Queer Voices, za: YouTube.com)

„Nic się nie zmieni”, twierdzi jednoznacznie Zawadowski. „Rozumiem, że sporo osób odetchnęło, kiedy Dodon przegrał wybory, ale to nie były głosy za postępem, tylko przeciw nielubianej twarzy. Skowronki, takie jak festiwal filmowy Queer Voices, pozostaną skowronkami. Nie ma żadnych szans na przełom. Jesteśmy skazani na reaktywność. Takie są fakty”.

Danilova nie podziela jednak pesymizmu byłego kolegi z pracy. „Nie można tak myśleć. Najłatwiej jest powiedzieć, że nic z tego, koniec i po nas. Co nam jednak wtedy zostaje? Musimy mieć nadzieję i ją dokarmiać tym, co mamy”. „Jaki jest więc plan?”, pytam. „Taki sam. Cierpliwość i tłumaczenie. W kółko, do znudzenia, do skutku. Z jednej strony nie jest łatwo organizacji pozarządowej wywalczyć realną zmianę, ale z drugiej – w takim kraju jak Mołdawia tylko ona może tego dokonać”, brzmi odpowiedź.

„Ja mam po prostu nadzieję, że nie będzie gorzej”, kwituje Zawadowski ze smutnym uśmiechem.

UPARTY CZŁOWIEK

Gdzieś w Mołdawii. (Autor: Photobank MD, za: Flickr.com)

Na budynku GENDERDOC wisi tęczowa flaga – jedyna w Mołdawii. „Nie tylko. To jest jedyna tęcza w całym regionie geopolitycznym”, twierdzi Danilova. „Parę razy ją kradli. Mamy nawet takie śmieszne nagranie z monitoringu, jak jeden gość usiłuje ją zdjąć, ale umie się tak wysoko wspiąć. Wdrapuje się i spada, wdrapuje się i spada – i tak w kółko. Uparty człowiek”.

Queer.pl, luty 2021: https://queer.pl/artykul/205261/tecza-po-mapie-moldawia-niepoprawni-obywatele-zapomnianego-kraju